Jakie wino pod choinkę?

Wino jest doskonałym prezentem na wiele okazji. Zbliża się Gwiazdka i wielu miłośników wina w liście do Mikołaja wymieniało właśnie wino jako prezent wymarzony. Często decydujemy się na podarowanie komuś wina, ale nie wiemy jak się za to zabrać. Oto kilka podpowiedzi.

1. Nie kupuj na ślepo

Najgorszym wyborem jest przypadkowe decydowanie o zakupie. Zastanówmy się najpierw czy obdarowany lubi wino, jakie wina smakują mu najbardziej i czy taki prezent sprawi mu radość. Przypomnijmy sobie co opowiadał o ostatnim urlopie np. we Francji i czy mile wspominał degustowane wina. Może największą radość przyniesie mu wino z miejsca, skąd pochodzą jego najlepsze wspomnienia?

2. Nie przepłacaj

Naturalnym odruchem jest chęć kupienia kosztownego wina dla kogoś, kto doceni ten gest. Jednak gdy nasza wiedza o winach jest niewielka, lepiej zdać się na radę sommeliera. Sprzedawcami w sklepach specjalistycznych są zwykle sommelierzy, ale niektóre markety zatrudniają ich także. Warto przez zakupem opowiedzieć o preferencjach osoby, która ma być obdarowana winem. I szczerze określić kwotę jaką chcemy przeznaczyć na wino.

3. Znana lub nieznana

Niekiedy wina od znanych producentów mogą zaskoczyć nas ceną. Warto wtedy rozważyć zakup wina o podobnych właściwościach, ale pochodzącego, na przykład z innej części świata. Jeśli „wypasione” bordeux przekracza nasz budżet, to warto zdecydować się na podobny kupaż z Południowej Afryki. Albo zamienić nowozalandzkie sauvignon blanc takim, które pochodzi z Chile. Z pewnością obdarowany ucieszy się z tego, że uwzględniliśmy jego ulubiony styl wina lub szczep.

4. Etykieta kusi

Wygląd etykiety nie zawsze mówi o jakości wina. Bardzo często producenci decydują się na pomysłowe projekty etykiet, żeby przyciągnąć naszą uwagę na butelkę. Podobnie nieraz dzieje się z kształtem butelki. Jeśli etykietę zaprojektował znany artysta, to nie zapominajmy, że w cenie wina znajduje się część jego honorarium. A jeszcze nic nie wiemy o samym winie. Czytajcie uważnie kontretykiety i drobny druk.

5. Promocje cenowe

W okresie przedświątecznym sklepy kuszą promocjami także w dziale alkoholowym. Nie kupuj wina tylko ze względu na jego atrakcyjną cenę. Lepiej spędzić więcej czasu na przeszukiwaniu półek sklepowych niż zdać się na sugestie sklepu, który przede wszystkim kieruje się interesem własnym niż twoim.

6. Nie tylko do picia

Wino jest świetnym partnerem jedzenia i warto o tym pamiętać wybierając wino na prezent. Jeśli obdarowany lubi ryby, może lepszym prezentem będzie lekkie białe wino znad Loary? A może to amator burgerów i pizzy, który popije swoje ulubione dania włoskim primitivo? A myśliwemu, który chwali się swoimi stekami z dzika pasować będzie mocno zbudowane amarone. Nie zapominajmy o jedzeniu.

7. Zamiast wina

Jeśli jednak wielki wybór etykiet nas przeraża, może warto pomyśleć o innym prezencie, ale wciąż związanym z winem? Elegancki trybuszon do otwierania wina, książka o winnych regionach, kieliszki, voucher na kurs wiedzy o winie lub wejściówka na degustację to alternatywa dla butelki wina, która przyniesie obdarowanemu wiele radości.

Jeśli zastosujecie się do tych rad, z pewnością zobaczycie uśmiech na twarzy obdarowanego, gdy otworzy paczkę od Mikołaja. A przecież o to chodzi.

Wino na stronach

Wino w Polsce z każdym rokiem zyskuje coraz więcej admiratorów. Już nie jedynie miłośników, ale właśnie admiratorów. To szczególni degustatorzy, im bowiem nie wystarczy już, że piją dobry trunek. Chcą wiedzieć, skąd on pochodzi i co kryje się po drugiej stronie etykiety. Wyczuwają coraz więcej aromatów i smaków, ale łakną też informacji o ludziach, którzy je zrobili, i miejscu, skąd pochodzi. Książka Europa na winnych szlakach jest wskazówką dla takich ludzi.

Przewodnik wydało wydawnictwo „Pascal” (lider wśród wydawnictw turystycznych w Polsce), a napisał go Tomasz Prange-Barczyński, krytyk winiarski i dziennikarz. Przez 15 lat szefował magazynowi „Wino”, a obecnie współtworzy pismo „Ferment”. Ponadto prowadzi mnóstwo mistrzowskich szkoleń, a Niemiecki Instytut Wina uhonorował go niedawno tytułem „Riesling Fellow” za promowanie niemieckiego winiarstwa. Jest ponadto autorem programów telewizyjnych poświęconych kulturze winiarskiej. Łatwiej spotkać go w którejś z europejskich winnic niż za biurkiem. W książce udanie łączy wiedzę i niezwykły dar opowiadania o swojej pasji.

We wstępie autor przyznaje, że początek jego zainteresowania winem wiąże się ściśle z francuskim świętem młodego wina, czyli Beaujolais nouveau, które przypada zawsze w trzeci czwartek listopada. W 1998 roku Prange-Barczyński wybrał się do Lyonu, aby zerwać z tej tradycji marketingową zasłonę i udowodnić światu, że jest nabierany. Pojechał nakręcić o tym film, a w rzeczywistości wszystko skończyło się jak w filmie – zakochał się w tajemnicy, jaką skrywa wino, a przede wszystkim w ludziach tworzących ten trunek. Po dwudziestu latach uczucie już dojrzało, a Prange-Barczyński o winie wie chyba więcej, niż niejeden mężczyzna o żonie w dniu porcelanowych godów.

źródło: pixbay

O winie można pisać książki i poematy, kręcić filmy, nagrywać piosenki, tworzyć memy i dowcipy. To temat tak obszerny jak ilość corocznie wytwarzanych butelek tego trunku. Wychwalali go już starożytni. Słowem – to temat stary jak świat. Prange-Barczyński postanowił podzielić się częścią swojej wiedzy, którą zdobył w ciągu dwudziestu lat doświadczeń. Istotą rozumienia wina jest uświadomienie sobie, że to nie tylko „słońce zamknięte w butelce”, lecz także ludzie, którzy je tworzą, i miejsca, skąd pochodzą. Gdy autor szuka kolejnych ciekawych win, zapuszcza się w rejony mniej popularne niż te powszechnie kojarzone z wyrobem tych trunków. Pokazuje, że skarby w butelce można znaleźć z dala od znanych francuskich chateaux czy winnic hiszpańskiej apelacji Rioja. No i przytacza ciekawe historie, jak choćby ta o Karolu Marksie, któremu filozofia zawdzięcza teorię komunizmu.

Ojciec Karola robił rocznie około 5 000 litrów wina. Po jego śmierci syn przez krótki czas sam zajmował się winnicą. Zwrócił wtedy uwagę na dramatyczny los rolników i robotników w pogrążonym w kryzysie regionie winiarskim , co z kolei miało wzbudzić w nim mocno lewicowe ciągoty.”

Przeczytacie też o związkach muzyki z winem i dowiecie się, dlaczego jeden z niemieckich producentów sprzedaje swoje flagowe wino z etykietą „Riesling Unplugged”, jak smakuje krew Judasza, kto jest papieżem win tokajskich oraz gdzie tworzy się wina niepijalne. Ostatni rozdział poświęcono rodzimemu winiarstwu, od niedawna zaczynającemu pokazywać pazur. Powstają nad Wisłą wina, które smakują coraz lepiej i często zdobywają konkursowe laury.

Książka jest przewodnikiem, ale od wszystkich innych podobnych różni ją przede wszystkim to, że autor napisał ją na podstawie swoich osobistych doświadczeń, przekonał się naocznie o zaletach zobaczonych miejsc. To także swoisty podręcznik dla początkujących amatorów wina, którzy przekonają się, że ten trunek smakuje zdecydowanie lepiej, gdy usłyszy się opowieść o jego pochodzeniu. Jest wreszcie pretekstem do niespiesznego zwiedzania najpiękniejszych zakątków Europy i Polski. Ma uporządkowaną strukturę – zawiera ciekawą gawędę, winiarskie ABC, listę najlepszych producentów, wykaz przydatnych adresów oraz win, których trzeba skosztować. Autor jak prawdziwy causeur wciąga nas w swoje opowieści i proponuje, żebyśmy szlak swojego kolejnego urlopu wytyczyli od winnicy do winnicy. Jeśli dla kogoś ten przewodnik stanie się pierwszą okazją do poznania smaku dobrych win, to pamiętajmy słowa Victora Hugo: „od jednej kropli wina cała szklanka wody różowieje”.

(Tekst ukazał się także na: www.zcyklu.pl)

Kontestujmy, ale z winem

Czy już piecze się gęś świętomarcińska? Zanim nabierze rumieńców minie kilka godzin. No to macie chwilkę na przeczytanie książki i zastanowienie się jakie wino będzie pasować do gęsiny i owej książki. Mam dla was gotową podpowiedź. A może przy okazji coś wspólnie pokontestujemy?

„Listy do młodego kontestatora” Christophera Hitchensa to pochodna wykładów i dyskusji uczelnianych ze studentami. Hitchens wybrał formę listów do prezentacji swoich poglądów, żeby podkreślić wagę dyskusji w rozwoju intelektu. W jednostronnej korespondencji polemizuje z tezami potencjalnego adresata, wyciągając własne wnioski.

„Jeśli zgoda i uprzejmość są dla ciebie ważnymi cnotami, lepiej pracuj także nad umiejętnością toczenia sporów i walk, w przeciwnym razie „centrum” zostanie zajęte i zdefiniowana bez twojego udziału – nie będziesz mieć wpływu na jego charakter i położenie”.

Dyskusje o świecie pozbawionym ograniczeń mają długą tradycję, ale im wygodniej nam się żyje, tym więcej trzeba bodźców do kontestacji. Chwilami procesy myślowe przebiegają tak, jakby także szare komórki porastały tłuszczem wygody i lenistwa. Cenna w tej niewielkiej książce jest także spora ilość odnośników i przypisów, które osadzają poglądy autora w siatce lepiej lub gorzej znanych koncepcji filozoficznych. Nadaje to Listom formę dyskursu już nie tylko z anonimowym adresatem, ale także z całą plejadą postaci. Odczytuję zawarte w nich teksty jako zachętę do wysiłku intelektualnego i nadawania swoim protestom wobec rzeczywistości formę kontestacji. A ta nie zawsze musi przybierać kształt zaciśniętej pięści i falującego rozentuzjazmowanego tłumu. Sporo dobrego dla idei i ważnych spraw można zdziałać najpierw w umyśle, a dopiero potem na ulicy. Często nawet wystarczy skupić się na głowie.

Zatem czytajmy Hitchensa choćby po to, żeby nie być idiotami. Oczywiście w znaczeniu ateńskim, czyli ludźmi obojętnymi na sprawy publiczne. Ale nie zapominajmy także o kontestowaniu samego Hitchensa.

Gęsina już dochodzi, więc pora na wino. Ale nie proponuję młodego, bo temat młodości wyczerpała książka. Mostem łączącym książkę i wino będzie wspomniana Grecja, bowiem trunek stamtąd pochodzi. Wytworzono go z dwóch endemicznych szczepów – kostifali i mandilari. Pierwszy uprawiany jest przede wszystkim na Krecie w prefekturze Heraklion, daje wina zabarwione delikatną czerwienią, z gładkimi taninami i taką też kwasowością. Królestwem drugiego jest wyspa Rodos. Winogrona mandilaria mają grube skórki pełne polifenoli, zwłaszcza garbników i antocyjanów, które odpowiadają za głęboką czerwień wina.

Wino „Kretikos” to właśnie blend tych szczepów. Mandilaria wnosi do niego nie tylko pełniejszy kolor. Mocniejsze taniny integrują strukturę, a umiarkowana kwasowość nieco zaostrza miękkość kotsifali. Z kolei kostifali dba o większy alkohol, zaokrąglając taki kupaż. Wino przypomina nieco burgundzkie pinot noir, dlatego świetnie skomponuje się z gęsiną. Podobne aromaty i smaki. W końcu Grecy o winie widzą wszystko.

Gęsina, „Kretikos” i Hitchens nadadzą się na dziś idealnie.

Same kobiety i chardonnay

Złota jesień wciąż trwa, więc czas na czwartą odsłonę spotkań z niemieckim winem. Tym razem przekonamy się jakie wina produkuje sama królowa wina z Worrstadt. Takim tytułem posługiwała się w 2014 Sabrina Becker, twórczyni sukcesu rodzinnej winnicy z Hesji Nadreńskiej. Kiedy tę koronę nosiła, pracowała jeszcze w biurze i dopiero miała przejąć familijny interes. Ster Winnicy Becker, silnie, jak kierownicę swojego motocykla, chwyciła w 2017 roku, a w kieliszku mamy wino z rocznika 2018. Zapraszam do lektury wraz z Niemieckim Instytutem Wina.

Sabrina Becker jako królowa wina z Worrstadt
fot. Veranstaler

28 letnia Sabrina w swojej pracy kieruje się motem: „Nie bój się błędnych decyzji, w przeciwnym razie nie trafisz na właściwe!”. Kiedy przejęła we władanie winnicę, w rodzinnym  biznesie nastąpiło przyspieszenie. W 2017 roku uporządkowano asortyment i teraz wszystkie wytwarzane tu wina kalsyfikowane są do jednej z grup: Lagenwien, Ortswein lub Gutswein. Winnice Becker to 25 hektarów upraw, głównie rieslinga, silvanera i späteburgundera, ale są też krzewy odmian chardonnay i bacchus. Uprawa odbywa się z poszanowaniem natury i minimalną ingerencją człowieka. Winiarze robią tylko to, co jest niezbędne. Dla podniesienia jakości win, co roku około 30% zawiązek winogron jest usuwana z krzewów. Sprzyja to koncentracji smaków i aromatów w pozostałych jagodach i produkcję win o lepszych walorach smakowych. Winogrona zbierane są w momencie swojej najlepszej dojrzałości i zostają poddawane starannej winifikacji. W winnicy przeważają gleby lessowe, wapienne i gliniaste. Najlepsze wina dojrzewają w małych beczkach barrique, a każde z nich odzwierciedla charakter terroir.

Co znajdziemy w portfolio Winnicy Becker? Lekko owocowe silvanery i scheurebe na poziomie podstawowym. Efektowne i aromatyczne kremowe pinot blanc i charakterystyczne czerwone cuvee. Wina od Sabriny Becker oferują maksimum przyjemności i nadają się do długiego przechowywania.

Sabrina Becker jest członkinią Stowarzyszenia „Generation Riesling”, skupiającą niemieckich winiarzy, którzy nie ukończyli 35 roku życia. To prężna organizacja, która postawiła sobie za zadanie produkcję najlepszych jakościowo win oraz ich profesjonalną promocję.

Butelka „Becker Chardonnay 2018 troken” to wino o jasnym cytrynowym kolorze. Pachnące owocami tropikalnymi i delikatnie muśnięta nutami beczkowymi. Sprawiła to częściowo spontaniczna fermentacja i starzenie 15% wina w dębowych beczkach. Zestaw aromatów jest zaskakujący, bo w warstwie owocowej bliżej mu do ciepłej Hiszpanii niż chłodnej Burgundii. Ten efekt przyniosło bardzo ciepłe lato 2018 roku. W ustach wino przynosi przyjemne smaki jabłek, karamboli i nuty ananasa oraz delikatnie upieczonego ciasta. Najlepiej pić je niezbyt mocno schłodzone, żeby wszystkie smaki zagrały swoje najlepsze partie w tej harmonii.

Harmonijne chardonnay z Hesji Nadreńskiej, stworzone ręką młodej winemakerki najlepiej smakować będzie w towarzystwie opowieści o innej zdolnej kobiecie, napisanej przez reporterkę.

Po „Stryjeńską” sięgnąłem z przekonaniem, że przeczytam świetną książkę. Gwarantuje to nazwisko autorki – Andżeliki Kuźniak, która, jak mało kto potrafi pisać biografie. A to sztuka nieprosta.

Angelika Kuźniak jest reporterką z duszą i wyczuciem. Zanim jej „Papusza” pojawiła się w księgarniach, premiera była kilkakrotnie przekładana. Książka musiała być uczciwa wobec bohaterki i jej środowiska. To, w skrócie, metoda pisarska A. Kuźniak, która przynosi doskonałe efekty. W ten sposób napisana jest też „Stryjeńska” – biografia polskiej genialnej artystki. Niezwykle ambitnej, dodajmy, która świetnie panowała nad swoim talentem, ale życie osobiste kompletnie ją rozbiło. Zniszczyło artystkę i kobietę, nie oszczędziło żony i matki. Kiedy w trakcie lektury postanowiłem przyjrzeć się bliżej twórczości malarki, wtedy, ja, który z ludyczności akceptuję tylko oscypki i wycinanki (w dużym uproszczeniu), poczułem uderzenie zachwytu nad tradycją. Najpewniej dlatego, że obrazy Stryjeńskiej wynoszą kulturę ludową wysoko ponad Tatry. I to bez oderwania od ziemi!

Odkryłem więc swój sposób na tę biografię. Lepiej ją zrozumiałem i doceniłem znacznie bardziej. A. Kuźniak napisała książkę po mistrzowsku. Kiedy dodałem do tego obrazy Stryjeńskiej, poczułem niezwykłe uczucie intelektualnego spełnienia. Coś, co spotyka nas zupełnie nieoczekiwanie. Jak oddech pod wodą, kiedy już wiesz, że to koniec. Ostatnia strona nie musi oznaczać pożegnania. To cudowna wartość tej biografii. A z winem od Sabriny Becker czyta się ją jeszcze lepiej.

Szara eminencja w lesie

Winnica, z której pochodzi wino, bohater dzisiejszego tekstu, leży w Hesji Nadreńskiej w gminie Gau-Köngernheim. Rodzina Meiser osiedliła się tu już w 1696 roku. Obecnie winnicą zarządza Frank Meiser. Powstają tam przede wszystkim szlachetne białe wina, więc my dziś przyjrzymy się wytrawnemu pinot gris, czyli grauer burgunderowi. A z biblioteczki wyciągniemy książkę, która… pachnie lasem. Razem partnerem – Niemieckim Instytutem Wina zapraszam na trzecie spotkanie z cyklu…

Winnice Meiser zajmują 30 hektarów w kilku miejscach: Römerberg i Rotenfels (Alzey), Hasensprung (Bechtheim), Vogelsang (Gau-Köngernheim), a także Kapellenberg i Kirchenstück (Weinheim). 70 procent nasadzeń to odmiany białe: riesling, pinot blanc, pinot gris, chardonnay, muller-thurgau, silvaner, bacchus, scheurebe i huxelrebe. Pozostałe to czerwone szczepy: pinot noir, frühburgunder, portugieser i dornfelder . Wina białe dojrzewają w stalowych zbiornikach, a wina czerwone tradycyjnie w dużych dębowych beczkach lub w nowych dębowych barrique.

Historia winnicy sięga roku 1696, gdy rodzina Meiser przeniosła się z Palatynatu do Hesji Nadreńskiej. Z taką tradycją w pamiętnikach, wina tworzy się tu wyśmienite. Sprzyja temu także terroir – przeważają tu skały wapienne, lessowe, skamieliny po prehistorycznych morzach i skały wulkaniczne. Winiarze trzymają się skrupulatnie kalendarza biodynamicznego – przycinają winorośla kiedy trzeba i przerzedzają aby plony były optymalne dla jakości wina. Winogorona na wszystkie produkowane tu wina pochodzą z własnych winnic. Frank Meiser zapewnia, że każde ich wino ma swój odmienny charakter. Czy to jest białe, słodkie wino, czy klasyczne z odmian typowych dla Hesji Nadreńskiej. Każdy aromat jaki wydobywa się z kieliszka to nie przypadek, ale wynik ciężkiej pracy, wiedzy i wielowiekowego doświadczenia rodziny Meiser.

Szczep pinot gris (grau burgunder) to wschodząca gwiazda na scenie konsumenckiej. Jego popularność wzrasta każdego roku. Wina tej odmiany są chętnie pite pod każdą szerokością geograficzną. Krzewy rodzą owoce w Europie i prawie całym Nowym Świecie. Niemcy są trzecim krajem na świecie pod względem areału upraw tej odmiany. Kiedy mówi się o najlepszych białych pinotach, to na myśl przychodzi Alzacja. Gdy o lekkich – Włochy. A Niemcy? Robią z szarym burgunderem co tylko zamarzą.

Co znajdziemy w kieliszku Meiser Westhofener Grauer Burgunder 2017? Najpierw wyczujemy cytrusy i białą brzoskwinię. Po chwili pojawi się zielone jabłko i białe kwiaty. W ustach pełne i przyjemne z nutą liścia laurowego i przemykająca w dali wanilią. I przede wszystkim jest przyjemna i orzeźwiająca mineralność. To wino świetne na złotą jesień, a właśnie nad Polską przechodzi fala ciepła. Korzystajcie!

To wino można pić , na przykład gdy już wrócimy z grzybobrania. Zanim rzucimy się w wir przerabiania grzybów na przetwory lub smakowite danie, odpocznijmy przeglądając książkę najbardziej znanego niemieckiego leśnika – Petera Wohllebena. To autor „Sekretnego życia drzew”, „Duchowego życia zwierząt” i „Nieznanych więzi natury”. Za każdym razem pokazuje zupełnie nieznane w Polsce podejście leśnika do lasu, czyli miejsca swojej pracy. W tym właśnie tkwi sedno – on nie boi się obserwować natury i wyciągać z tego wniosków. Nie brzydzi się myślenia o lesie jak o wielkim żywym organizmie i domu milionów stworzeń. Wie, o tym, że współczesne leśnictwo traktuje las jak spiżarnię mięsa i producenta drewna. Wohlleben jest inny. Ma wrażliwość przyrodnika i wiedzę leśnika. Wie jak z niej korzystać tak, żeby człowiek nie stawał się grabarzem lasu, ale jednym z jego elementów i to niekoniecznie najważniejszym.

Jego ostatnia książka nosi tytuł „Instrukcja obsługi lasu”. Niemiecki leśnik prowadzi nas przez leśne ostępy wręcz za rękę, ale jak najlepszy ojciec na świecie. Pokazuje, że po przekroczeniu progu gaju, puszczy czy kniei znajdujemy się w świecie pełnym tajemnic i niespodzianek. Las może nas wyżywić, ale także okaleczyć. Niewłaściwe odczytywanie znaków lub zła obserwacja przynieść może opłakane skutki. Nawet jeśli jest to tylko niezauważenie tajemnic zwierząt lub roślin. Las nie może się znudzić, a z „Instrukcją…” w ręku staje się otwartą kartą. Wyrzućcie wszelkie mapy i przewodniki, Wohlleben przynosi pełen wiedzy i ciekawostek podręcznik. Kolejny raz, czytając jego książkę zadaję sobie pytanie – dlaczego nikt nie pisze w ten sposób lektur szkolnych?

Każdy, kto jakimś cudem nigdy w lesie nie był, zapragnie pobiec tam natychmiast. A wszyscy, bez względu na doświadczenie, od teraz przed wejściem do lasu zapukają w pierwsze napotkane drzewo. Wohlleben jak nikt uczy bowiem szacunku do fauny i flory.

Prawda, że jesień nie musi być nudna i szara? Jedyna szarość może być jedynie w nazwie odmiany winogron, z którego powstało wino. A cała reszta eksploduje tęczą barw.

W Badenii robią swoje

Drugi odcinek cyklu „Jesienne książki i niemieckie wina” to ponowne spotkanie z winem z winnicy Zimmerlin. Wspominałem już o nim bowiem w tekście poświęconym kucharskiemu spotkaniu jakie zorganizował niedawno Niemiecki Instytut Wina. Wtedy ten spätburgunder towarzyszył plastrom wołowiny z marynowanym burakiem, truskawką, szalotkami z bazyliowym majonezem. Tym razem zaproponuję Wam ciekawą książkę, która dopełni przyjemności z degustacji.

Weingut Zimmerlin 2016 Spätburgunder trocken Edition to wino z 89 punktami przyznanymi przez „Meiningers Rotweinpreis”, czyli trunek uznany i doceniony. Winnica Zimmerlin postawiła sobie za cel tworzenie wyrazistych, indywidualnych win o wyraźnie wyczuwalnych owocach, strukturze i elegancji.

Rudolf Zimmerlin zapewnia: „Aby ciągle osiągać ten cel, powstrzymujemy się od wszelkich niepotrzebnych interwencji, które stresują i alienują wino. Chcemy produkować jakościowe wina bezpośrednio w winnicy. Preferujemy wolne fermentowanie, często z naturalnymi drożdżami w małych pojemnikach, a także celowe ograniczenie wydajności na hektar. Koncentrujemy się na naszych winach burgundzkich, których pierwszorzędną jakość nie tylko chcemy zachować, ale stale ją doskonalimy.”

Jak to wygląd w praktyce? Przestrzega się tutaj surowych kryteriów uprawy i zbioru, bo jakość wina zaczyna się na… winorośli. W pełni dojrzałe winogrona są selekcjonowane już podczas zbioru. Fermentacja wina jest powolna, przebiega w niskiej temperaturze. Potem następuje długi odpoczynek na osadzie gwarantujący doskonałą jakość win.

Siedmiohektarowa winnica leży u podnóża Kaiserstuhl – niewielkiego łańcucha górskiego na równinie Górnego Renu. Teren ukształtowały aktywne wulkany przed tysiącami lat. Znajduje się tutaj bogactwo flory i fauny, występuje ponad 30 gatunków storczyków. Skały wulkaniczne, żyzna gleba lessowa i prawie śródziemnomorski klimat tworzą najlepsze warunki dla uprawy burgundzkich odmian winorośli. Kaiserstuhl to także jeden z największych i najbardziej nasłonecznionych regionów winiarskich w Niemczech. Około 85% powierzchni zajmują lessy a tam, gdzie jest less, winorośl ma warunki idealne.

A jaki jest Spätburgunder 2016 od Zimmerlinga? To wino bardzo ciekawe. Ma beztrosko owocowy charakter z dominantą wiśni i truskawek, przez które przebija się malina. Uwodzicielsko aksamitne z okrągłymi taninami i harmonijną owocowością. Kwasowość udelikatniona odrobiną cukru resztkowego. Wszystko ułożone i dopieszczone. Widać dobrą rękę winiarzy i doskonały efekt starań i wysiłków. Winiarze robią swoje jak najlepiej potrafią. A wynik jest efektowny.

Zastanawiam się, co dziś znaczy „róbmy swoje”. Na to postanowienie można odpowiedzieć w imieniu jakiejś grupy. Odpowiedzi muszą być bardziej zindywidualizowane. Każdy sam musi się zastanowić, co ma w życiu do zrobienia, co do powiedzenia, a czemu chce zaprzeczyć. Jest we mnie zgoda, by różni ludzie rozumieli moje sformułowanie na własny użytek.

To cytat z książki o Wojciechu Młynarskim, genialnym polskim autorze tekstów. Właściwie należałoby powiedzieć o nim – poeta codzienności. Styl Młynarskiego jest niepodrabialny. Jego wiersze, które znamy głównie jako piosenki, to nie zwykłe rymowane teksty, ale felietony z zawsze aktualną puentą. To doskonałe teksty kabaretowe – mam tu na myśli utwory grane na scenie kabaretów sprzed likwidacji cenzury, czyli takich, które wymagały od odbiorców czujności, żeby udało się wychwycić niuanse i ukryte znaczenia. Bo tylko wtedy puenta jest czytelna. Żeby to zrozumieć właściwie, trzeba było mieć choć garstkę polskiej inteligencji. Celowo unarodowiłem inteligencję, bo uważam, że wiele utworów najpełniej rozumieją tylko Polacy.

Książka „Wojciech Młynarski. Rozmowy” zbiera w jednym miejscu wiele wypowiedzi artysty na swój temat. Jedne są opowieściami o kulisach działalności oficjalnej, inne odsłaniają nieco intymności. To coś w rodzaju kompendium wiedzy o twórcy z przeogromną liczbą zdjęć (również prywatnych), reprodukcji plakatów i drukowanych pamiątek z jego programów. Ich mnogość sprawia, że podróż przez życie Młynarskiego jest kolorowa i sentymentalna.

Teksty Młynarskiego mają głębię, tak jak opisywany badeński pinot. Zatem ich połączenie może przynieść podwójną przyjemność z degustacji. Znajdźcie jeszcze rozpalony kominek, wygodny fotel, a zapadniecie się w rozkosz.

Jesienne igraszki z merlotem

Jesień w tym roku przyszła zbyt nagle. Lato nie rozpieściło pogodą i liczyłem na piękną słoneczną jesień. Tymczasem deszcze i wiatry smagają w nasze twarze bezlitośnie. To zniechęca do wychodzenia na dwór. Trzeba szukać domowych sposobów na zabicie wolnego czasu. Książka i wino to partnerzy doskonali na jesień. Dlatego wspólnie z Niemieckim Instytutem Wina zaproponuję wam w październiku kilka duetów, które osłodzą Wam ponurą jesień. Zaczynamy „Jesienne książki i niemieckie wina”!

Czerwień kocha tę porę roku. Liście powoli z zielonych zamieniają się w żółte i właśnie czerwone. W winnicach trwają intensywne zbiory winogron, a wydawnictwa zalewają nas nowościami. Idealna sytuacja dla takich jak ja. Na początku jesieni temperatury na dworze jeszcze nawet kilkunastostopniowe, więc nie musimy przygotowywać grzańca. Wystarczy nam smukły merlot z Hesji Nadreńskiej i pewna rozgrzewająca wyobraźnię lektura.

Hesja nadreńska, czy Rheinhessen to największy region winiarski w Niemczech. Jest tu ponad 26 tysięcy hektarów upraw. W każdej wsi mieszkańcy opowiadają swoją historię upraw winorośli. Trudno się jednak dziwić, bo już Rzymianie sadzili tu krzewy winne. Panuje tu bowiem idealny klimat – od zachodu obszar osłonięty jest pasmami górskimi, opady nie są zbyt obfite, lata ciepłe, a zimy łagodne.

Winnica Julius, skąd pochodzi butelka naszego merlota, położona jest na południu regionu. Prowadzi ją Georg Julius, który w ten sposób kontynuuje rodzinną tradycję zapoczątkowaną w 1926 roku, gdy jego dziadek ją założył winnicę w wiosce Gundheim. W prowadzenie winnicy zaangażowana jest cała rodzina. Dysponują 19 hektarami winnic, które uprawiają zgodnie z zasadami ekologii. Winnica jest członkiem stowarzyszenia Naturland, które narzuca ścisłe zasady zrównoważonych upraw ekologicznych, a od 2007 roku rodzina Julius prowadzi uprawę organiczną. Ich wina są niepowtarzalne z powodu wpływu gleby, położenia, odmiany winogron, wieku winorośli, klimatu i pogody. Pnącza w Rheinhessen rosną w większości na glebie lessowej. Less jest żyzną, drobnoziarnistą ziemią, pochodzącą z trzeciorzędu (65 milionów lat temu) z pustyń Azji.

Gustaw Julius uważa, że aby wyprodukować dobre wino „musisz mieć wiedzę i umiejętności oraz mieć duży talent. Jedno jest jednak niezbędne: pasja. Dla winnic, dla winorośli, winogron i wina. Dzielimy tę pasję i entuzjazm oraz stawiamy czoła ciągłym wyzwaniom pór roku, bo tylko w ten sposób można produkować wspaniałe wina rok w rok.”

Merlot Julius 2017 to wino wytrawne, o wyrazistej kwasowości (tylko pół grama cukru!). Ale mimo to łagodne i ułożone. To zapewne zasługa leżakowania w małych beczkach barrique. Terroir i ekologiczna uprawa dały trunek, którego wytrawność nie jest agresywna, a podany z ostrym serem pleśniowym łagodnieje i wyraźnie się wygładza. Kolor głębokiej czerwieni maluje na kieliszku obfita koronę, bo alkoholu jest w nim aż 13,5 procent. Winiarze wykorzystali cukier do samego cna, uzyskując tak mocnego merlota. Dlatego radzę pić go delikatnie schłodzonego do 13 stopni. Temperatura nieco okiełzna alkohol, a aromaty wciąż będą intensywne.

Do tego wina idealnie pasować będzie „Katechizm libertyński”, mała książeczka formatu brewiarza wypełniona figlarnymi tekstami traktującymi o seksie. Co tam traktującymi, powiedzmy wprost – każda strona to świntuszenie na maksa. Ale bezpruderyjność z XVIII wieku nie ma nic wspólnego ze współczesną wulgarnością. Oczywiście książka mówi wprost i, o zgrozo, zawiera odpowiednio dosadne ilustracje. Interesująca zdaje się głównie ta część życia, o której mawia się: „pierwszą przyjemnością w moim życiu była przyjemność moich rodziców”. I, jak się okazuje, lekkie obyczaje to nie jest łatwa sprawa. Życie bez ograniczeń i zahamowań wymaga nie tylko odwagi, lecz także uczciwych studiów. Materiał do rzeczowej analizy przynosi właśnie „Katechizm libertyński”, a każda dama zdecydowana splamić swoje dobre imię i pogrzebać cześć głęboko w grobie rozpusty, znajdzie tu gotowe instrukcje, jak to zrobić najlepiej i z największą rozkoszą.

Jednak „Katechizm…” nie został napisany dla pań w brudnych sukienkach, stojących w ciemnych uliczkach portowych miast. To raczej podręcznik dla wykwintnych kurtyzan (lub pretendentek do tego zawodu), takich, które swoje usługi chcą wypełniać na najwyższym poziomie i za konkretne pieniądze. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to także broszurka dla panów, których wyobraźnia stymuluje popęd seksualny. Mówiąc wprost – lektura dla podniety. Bo, moi mili, wiecie przecież, że orgazm powstaje w mózgu, a nie metr niżej. A zatem czytajcie Katechizm libertyński, a nawet nieście dobrą nowinę wszystkim ludziom. I popijacie winem. Najlepiej merlotem od Georga Juliusa.