Cava się nadawa

Szampania i jej najsłynniejsze musujące wino ma swoich naśladowców na całym świecie. Metoda tradycyjna jakiej używa się do jego produkcji nie jest bowiem opatentowana i można jej używać pod każdą szerokością geograficzną. Dzięki temu można skosztować doskonałych „szampanów” nie wydając przysłowiowych „milionów monet”. Okazuje się, że król może nie tyle jest nagi, co doskonale sprawdza się w wersji elitarnej jak i egalitarnej.

Włosi produkują franciacortę, w RPA można napić się cap classique, a w USA traficie na butelki z etykietą „Korbel California Champagne”. Hiszpanie produkują cavę, co w języku katalońskim oznacza „piwnicę”. Pierwszy rocznik cavy powstał w 1878 roku w regionie Penedes, a rok później smakosze musującego wina mogli otworzyć butelki z etykietą Codorniu.

Cechą różniącą szampana i cavę jest to, że ten pierwszy może powstać tylko w określonej apelacji we Francji. Cava ma co prawda status Denominación de Origen (DO), to jednak nie jest ograniczone terytorialnie. Mimo to 95 procent cavy wytwarzane jest w Penedes, bo tam są najlepsze warunki do wzrostu odmian: xarel-lo, macabeo i parellada, z których przede wszystkim wytwarza się to wino. Pierwsza daje winu aksamitną strukturę i ciało oraz potencjał starzenia, druga kwasowość i delikatną słodych, a trzecia wyposaża je w rześkość i subtelność.

Cava dojrzewa na osadzie drożdżowym minimum 9 miesięcy, ale najczęściej producenci wydłużają ten czas do 15. Jeśli na etykiecie znajduje się słowo „reserva”, to ten okres trwał do 30 miesięcy, a „gran reserva” wymaga dojrzewania ponad dwa i pół roku.

Victor Centellas i jego rodzina

Cava, o której dziś piszę powstała na zachód od gwarnej i charyzmatycznej Barcelony, w niewielkiej miejscowości San Sadurní de Noya. Ma tam siedzibę znakomity lokalny producent o międzynarodowej sławie – Mas Xarot. Początki winnicy sięgają wczesnych lat 80-tych ubiegłego wieku, kiedy Victor Centellas postanowił wykorzystać swoją dotychczasową wiedzę i doświadczenie w produkcji cavy (a pracował w wytwórni od 1950 roku, odkąd skończył 14 lat) i założyć własną winnicę, gdzie będzie mógł realizować swoje marzenia, wizję i pasję. W 2002 roku Mas Xarot przeniósł się do nowej siedziby, gdzie w piwnicach można pomieścić nawet pół miliona butelek cavy rocznie. W 2018 roku zmieniono etykiety nadając butelkom nowoczesny wygląd odzwierciedlający tradycję i klasę trunków.

Winnice położone są zarówno na zróżnicowanych wysokościach do 700 m n.p.m jak i glebach od wapiennych, przez kamieniste do gliniastych. Zależnie od usytuowania, terroir, klimatu i rodzaju nasadzeń uprawia się winogrona z których powstają zarówno młode, rześkie, kwasowe cavy jak i elegancie, pełne ciała i osobowości reservy. Winogrona zbierane są ręcznie, selekcjonowane i poddawane pierwszej fermentacji w stalowych kadziach, a drugiej, zgodnie z metodą klasyczną, w butelkach.

Wina musujące z Mas Xarot regularnie zdobywają wysokie noty w klasyfikacji GUIA PENIN. Podstawowa Cava Mas Xarot Brut – 90 punktów, Cava Mas Xarot Reserva Brut Nature – 88 punktów, Cava Mas Xarot Gran Reserva Brut Nature – 91 punktów i Cava Mas Xarot Gran Reserva Milesime 2013 – 90 punktów.

Co znajdziemy w kieliszku Cava Mas Xarot Gran Reserva Brut Nature 2013? Wino o niezwykłe głębokim, złotym kolorze. Ukazuje wszystko co najlepsze dla terroir historycznej części Penedes. Dojrzewała w piwnicy przez minimum 60 miesięcy. Podczas tego procesu butelka była zamknięta korkiem naturalnym, a nie metalowym. Dlatego usuwanie osadu odbywa się w tej klasie wina w Mas Xarot zawsze ręcznie.

Przejawia aromaty typowe dla dojrzewania, pachnie ciastem i brioszką. Wytrawna w ustach z eleganckimi bąbelkami i długim finiszem z posmakiem drożdżówki z kruszonką. Na wskroś dytsyngowana, nie gorsza od szampanów, a kosztuje znacznie mniej. Można parafrazować tekst piosenki o innym napoju o podobnej nazwie: „Cava się nadawa! / Pachnie jak chała i na zmysły działa.” 😉

Wino z oferty Republiki Wina.

Tę cavę warto pić w eleganckim towarzystwie polskiej noblistki Wisławy Szymborskiej i jej „prac ręcznych”, czyli kolaży. Tworzyła je nie z potrzeby opisywania rzeczywistości, bo to po mistrzowsku robiła w swojej poezji. Zaczęło się w latach 70. z prozaicznej przyczyny – braku na rynku ładnych pocztówek. Taki powód podawała sama poetka. Jak wspomina jej wieloletni sekretarz Michał Rusinek, bywały dni, kiedy telefonowała do niego z informacją, żeby jej nie odwiedzał przez kilka dni, bo teraz będzie artystką. W wydanym ponownie katalogu do wystawy kolaży noblistki, M. Rusinek napisał:

„Prawie wszystkie rozsyłane były przyjaciołom i znajomym. Acz tylko tym, którzy – jak mawiała – potrafili je rozumieć; pozostali dostawali zwykłe kartki pocztowe. Co znaczy: „zrozumieć wyklejankę”? Kluczem do ich rozumienia jest, jak się zdaje, ironia – ta sama, która stanowi jeden z kluczy do zrozumienia poezji Szymborskiej”

Więcej o albumie wydanym przez Muzeum MOCAK, po kliknięciu obrazka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s