Mickiewicz po polsku

Być może to znamienne, ale jeden z uznanych polskich sommelierów pochwalił się ostatnio, że w trakcie kwarantanny otwiera swoje cenne wina. Czy wieszczy tym koniec świata? Na pewno nie, ale jestem pewien, że obecna sytuacja uświadamia nam, że nie ma sensu czekać na najlepszą chwilę swojego życia żeby uczcić ją trunkiem szczególnym. Sami nadajmy wybranej chwili taki status otwierając fajną butelkę wina.

A może dotąd nie próbowaliście wina z polskich winnic? Proponuję sięgnąć po butelkę z winnicy Solaris, która od dwóch lat promuje się umieszczając na etykiecie nazwisko właściciela oraz coś, co wskazuje na rolniczy trud. Przynosi to zaskakujący kontrast, bo właściciel nazywa się Mickiewicz, a etykiety zdobi… para zabłoconych gumowców. Przyznajcie, że mało kto kojarzy wino z rolnictwem, tak, jak ziemniaki czy marchew z trudem na polu. Tymczasem zanim założymy garnitur i zamówimy w restauracji butelkę wina, ktoś musi wzuć gumowce i pochylić się nad każdym krzakiem winorośli.

Mała winnica rodziny Mickiewiczów położona jest pomiędzy Kazimierzem Dolnym a Sandomierzem. Właściciel tak pisze o swojej pracy: Nasz winny ogródek jest odskocznią od problemów, kłopotów i trosk dnia codziennego. Wyczekiwanie na dojrzałość owoców, zbiór oraz późniejsza winifikacja ma coś z magii. Bo przecież wino to nie tylko skomplikowane procesy chemiczne. Wino to historia jego powstawania od winnicy do piwnicy, to rocznik i temperament winiarza i w końcu wino to degustacja, która podświadomie zmienia nasz sposób życia, ponieważ chcąc próbować wino musimy zwolnić tempo.

W butelce półwytrawnego „Johanisa 2018” stworzonego z hybrydowej odmiany johanniter znajdziemy to wszystko, o czym zapewnia Maciej Mickiewicz. Sporo aromatów przynosi to wino. Moja żona wyczuła szarlotkę – pieczone jabłka, ciasto i rumianą kruszonkę. Mnie urzekła gruszka i brzoskwinia, a mojego syna nuty ziołowe i zapach owocowej sałatki. Usta zaskakują wyraźną kwasowością, którą równoważy 10 gramów cukru resztkowego sprawiając, że wszystko układa się harmonijnie. W ustach spora dawka zielonego jabłka i dojrzałej gruszki odmiany Klapsa.

Są w Polsce krytycy odmian hybrydowych winogron. Słyszeć można stąd i stamtąd, że to bękarty i tylko vitis vinifera godna jest podniebienia prawdziwego winiarza. Jeśli tak, to polscy winemakerzy potrafią z tego brzydkiego kaczątka wyczarować prawdziwego królewskiego łabędzia. I co z tego, że brakuje mu może certyfikatu szlacheckiego, skoro doskonale radzi sobie na salonach? Hybrydy potrafią dotrzymać kroku niejednemu lordowi z rodziny vitis. Dowodem na to jest ten Johanis Mickiewicza. A pamiętajmy, że gorący rok 2018 pokonał wielu winiarzy. Mickiewicz dał radę, a nawet „nad poziomy wyleciał”.

Wino można kupić u dystrybutora – Republika Wina.

Wino od Mickiewicza proponuję degustować przy lekturze książki „Z polskiego na nasze, czyli prywatny leksykon współczesnej polszczyzny”. Autorzy – Barbara Magierowa i Antoni Kroh oprowadzają nas w niej po polskich słowach. Książka obejmuje okres od 1944 do 2014 roku. Jak przystało na leksykon, ma strukturę słownikową. Podzielono go na dwanaście rozdziałów, które zawierają po kilka podrozdziałów, określających tematykę poszczególnych części. Czytając hasła, już po chwili uświadamiamy sobie, jak tytaniczną pracę wykonali autorzy i jak przydatna jest to pozycja. Każdy język to struktura żywa i stale się zmieniająca. Wchodzą do niej co rusz nowe powiedzenia i sformułowania, a nie wszystkie zasłużą na zaklasyfikowanie do kategorii kultowych bon motów. Większość to twory sezonowe, które pełnią określoną funkcję, mają coś dobitnie opisać, skrytykować, ich autor chce komuś dopiec lub coś szczególnie wyróżnić. Nieraz są to całe anegdoty, opowiadane po cichu w kolejce, a kiedy indziej – formułki z oficjalnych dokumentów politycznych.

Czytanie leksykonu można rozpocząć w dowolnym momencie, na przykład od czasów, które sami pamiętamy. Zweryfikujemy wtedy swoją pamięć i z pewnością dowiemy się nowych rzeczy. Na pewno warto potraktować tę książkę jak podróż przez najnowszą historię Polski, bo przecież nic nas tak nie identyfikuje jako członków narodu jak język.

Miejmy więc przy okazji coś miłego na języku. Najlepiej od Mickiewicza.

Więcej o książce, po kliknięciu obrazka:

Fotografia na nagłówku: http://www.winnicasolaris.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s