Jesienne igraszki z merlotem

Jesień w tym roku przyszła zbyt nagle. Lato nie rozpieściło pogodą i liczyłem na piękną słoneczną jesień. Tymczasem deszcze i wiatry smagają w nasze twarze bezlitośnie. To zniechęca do wychodzenia na dwór. Trzeba szukać domowych sposobów na zabicie wolnego czasu. Książka i wino to partnerzy doskonali na jesień. Dlatego wspólnie z Niemieckim Instytutem Wina zaproponuję wam w październiku kilka duetów, które osłodzą Wam ponurą jesień. Zaczynamy „Jesienne książki i niemieckie wina”!

Czerwień kocha tę porę roku. Liście powoli z zielonych zamieniają się w żółte i właśnie czerwone. W winnicach trwają intensywne zbiory winogron, a wydawnictwa zalewają nas nowościami. Idealna sytuacja dla takich jak ja. Na początku jesieni temperatury na dworze jeszcze nawet kilkunastostopniowe, więc nie musimy przygotowywać grzańca. Wystarczy nam smukły merlot z Hesji Nadreńskiej i pewna rozgrzewająca wyobraźnię lektura.

Hesja nadreńska, czy Rheinhessen to największy region winiarski w Niemczech. Jest tu ponad 26 tysięcy hektarów upraw. W każdej wsi mieszkańcy opowiadają swoją historię upraw winorośli. Trudno się jednak dziwić, bo już Rzymianie sadzili tu krzewy winne. Panuje tu bowiem idealny klimat – od zachodu obszar osłonięty jest pasmami górskimi, opady nie są zbyt obfite, lata ciepłe, a zimy łagodne.

Winnica Julius, skąd pochodzi butelka naszego merlota, położona jest na południu regionu. Prowadzi ją Georg Julius, który w ten sposób kontynuuje rodzinną tradycję zapoczątkowaną w 1926 roku, gdy jego dziadek ją założył winnicę w wiosce Gundheim. W prowadzenie winnicy zaangażowana jest cała rodzina. Dysponują 19 hektarami winnic, które uprawiają zgodnie z zasadami ekologii. Winnica jest członkiem stowarzyszenia Naturland, które narzuca ścisłe zasady zrównoważonych upraw ekologicznych, a od 2007 roku rodzina Julius prowadzi uprawę organiczną. Ich wina są niepowtarzalne z powodu wpływu gleby, położenia, odmiany winogron, wieku winorośli, klimatu i pogody. Pnącza w Rheinhessen rosną w większości na glebie lessowej. Less jest żyzną, drobnoziarnistą ziemią, pochodzącą z trzeciorzędu (65 milionów lat temu) z pustyń Azji.

Gustaw Julius uważa, że aby wyprodukować dobre wino „musisz mieć wiedzę i umiejętności oraz mieć duży talent. Jedno jest jednak niezbędne: pasja. Dla winnic, dla winorośli, winogron i wina. Dzielimy tę pasję i entuzjazm oraz stawiamy czoła ciągłym wyzwaniom pór roku, bo tylko w ten sposób można produkować wspaniałe wina rok w rok.”

Merlot Julius 2017 to wino wytrawne, o wyrazistej kwasowości (tylko pół grama cukru!). Ale mimo to łagodne i ułożone. To zapewne zasługa leżakowania w małych beczkach barrique. Terroir i ekologiczna uprawa dały trunek, którego wytrawność nie jest agresywna, a podany z ostrym serem pleśniowym łagodnieje i wyraźnie się wygładza. Kolor głębokiej czerwieni maluje na kieliszku obfita koronę, bo alkoholu jest w nim aż 13,5 procent. Winiarze wykorzystali cukier do samego cna, uzyskując tak mocnego merlota. Dlatego radzę pić go delikatnie schłodzonego do 13 stopni. Temperatura nieco okiełzna alkohol, a aromaty wciąż będą intensywne.

Do tego wina idealnie pasować będzie „Katechizm libertyński”, mała książeczka formatu brewiarza wypełniona figlarnymi tekstami traktującymi o seksie. Co tam traktującymi, powiedzmy wprost – każda strona to świntuszenie na maksa. Ale bezpruderyjność z XVIII wieku nie ma nic wspólnego ze współczesną wulgarnością. Oczywiście książka mówi wprost i, o zgrozo, zawiera odpowiednio dosadne ilustracje. Interesująca zdaje się głównie ta część życia, o której mawia się: „pierwszą przyjemnością w moim życiu była przyjemność moich rodziców”. I, jak się okazuje, lekkie obyczaje to nie jest łatwa sprawa. Życie bez ograniczeń i zahamowań wymaga nie tylko odwagi, lecz także uczciwych studiów. Materiał do rzeczowej analizy przynosi właśnie „Katechizm libertyński”, a każda dama zdecydowana splamić swoje dobre imię i pogrzebać cześć głęboko w grobie rozpusty, znajdzie tu gotowe instrukcje, jak to zrobić najlepiej i z największą rozkoszą.

Jednak „Katechizm…” nie został napisany dla pań w brudnych sukienkach, stojących w ciemnych uliczkach portowych miast. To raczej podręcznik dla wykwintnych kurtyzan (lub pretendentek do tego zawodu), takich, które swoje usługi chcą wypełniać na najwyższym poziomie i za konkretne pieniądze. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to także broszurka dla panów, których wyobraźnia stymuluje popęd seksualny. Mówiąc wprost – lektura dla podniety. Bo, moi mili, wiecie przecież, że orgazm powstaje w mózgu, a nie metr niżej. A zatem czytajcie Katechizm libertyński, a nawet nieście dobrą nowinę wszystkim ludziom. I popijacie winem. Najlepiej merlotem od Georga Juliusa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s