Rosé i smoki bez wąsów

Wiosna nic sobie nie robi z pandemii i słońce grzeje coraz silniej zgodnie z harmonogramem. Zatem i my wprowadźmy element normalnego cyklu do życia. Skoro wiosna, to pora cieplej spojrzeć w stronę różowego wina. A przy okazji przyjrzeć się światu przez taką butelkę. Wino, które dziś polecam ma silną barwę i z pewnością odważnie wpłynie na nasze samopoczucie.

Ale żeby nie było zbyt oczywiście, nie powędrujemy dziś do słonecznej Prowansji gdzie powstają najsłynniejsze i, zdaniem Francuzów, najlepsze na świecie rosé, skierujemy się natomiast do kraju kojarzącego się z zimowym urlopem i nartami – do Austrii. Na jej wschodnim krańcu znajduje się region Burgenland, gdzie położona jest winnica Groszer Wine. Założona zaledwie 8 lat temu, ale dysponująca krzewami w wieku od 10 do blisko 50 lat, na powierzchni 26 hektarów. Winnica leży na stromych zboczach wzgórza Eisenberg w pobliżu granicy z Węgrami i Słowenią. Właścicielem jest Matthias Kron, który wspólnie z enologiem Markusem Bachem dbają o to, żeby wina były najwyższej jakości. Szczególnie te z lokalnego szczepu blaufrankich, który daje unikalne, powabne i równocześnie ekscytujące wina. „Blaufrankisch to połącznie taniczności nebbiolo, bukietu pinot noir oraz intensywności syrah” – twierdzi Matthias Kron, nazywając szczep „klejnotem Europy Wschodniej”.

Miłość do rodzimego szczepu, czerpanie z tradycji i historii tutejszej ziemi nasiąkniętej międzykulturowością pogranicza oraz szacunek wobec terroir to najważniejsze wartości Groszer Wein. Matthias i Markus dbają nie tylko o zawartość butelek, ale przykładają wagę do etykiet. Butelki wina  Groszer Wein przypominają ornamenty rzeźbiarskie lub projekty art deco. Winiarze poszukują także nowych wyzwań, a jednym nich jest Almasy. Wspólnie z wybitną sommelierką Sarah Heller MW próbują odtworzyć historyczne wina, jakie pili przodkowie szlacheckiej rodziny Almasy na przełomie XIX i XX wieku. Członkowie rodziny Almasy. słynęli z udziału w wyprawach naukowo-podróżniczych na krańce świata, zaangażowania w rozwijające się lotnictwo, dyplomację i niesamowitych przyjęć w zamku Bernstein w Burgenlandzie. Ten historyczny aspekt odtwórstwa win to swoisty hołd wobec tradycji i historii regionu, z której Matthias i Markus są tak bardzo dumni.

Wspomniany Markus Bach, główny enolog i winemaker Groszer Wein pochodzi z Würzburga położonego w niemieckim regionie uprawy winorośli w Frankonii. Markusa jest wyznawcą filozofii wykorzystywania tradycyjnych technik enologicznych, używania naturalnych dzikich drożdży, ręcznego zbioru i selekcji gron oraz powolnego dojrzewania win.

Gemischter Satz Rose to różowe wino powstałe w nietypowy sposób. Owoce do tego wina zbierane są z parceli obsadzonej kilkoma odmianami winogron. Metoda zwana „field blend” nie jest stosowana popularnie, a już przy produkcji win różowych prawdopodobnie najpewniej nigdzie indziej. Na parceli uprawiane są: zweigelt, blaufrankisch i merlot. Owoce tych trzech winorośli są zbierane i winifikowane razem. Wino lśni w kieliszku jaskrawo-różowym odcieniem i pachnie świeżymi ziołami. Na podniebieniu – pełny smak przypraw korzennych, a przy tym jest soczyście odświeżające.

Obecnie u dystrybutora – Republika Wina dostępne jest wino z rocznika 2017. Ten sezon wegetacyjny w Südburgenland był szczególnie burzliwy. Zimą było dużo wilgoci, a pąki na winoroślach pojawiły się dość wcześnie. Wiosna była łaskawa, ale 21 kwietnia w regionie pojawiły się przymrozki. Latem nad regionem panowały piekielne upały, a to wymagało od winiarzy dużo pracy. Jesienią po ciepłych dniach następowały chłodne noce. Winogrona zebrano cierpliwie ręcznie, a następnie fermentowano na zimno w zbiorniku ze stali nierdzewnej, aby zachować maksimum świeżości i aromatów. To wino stworzone do wiosennych leniwych chwil na tarasie.

Tak, jak z kieliszkiem tego wina można się zrelaksować na tarasie, tak z książką, którą do niego proponuję można zatopić się w przyjemności wspominania dzieciństwa.

Książka „Ilustratorki, ilustratorzy. Motylki z okładki i smoki bez wąsów” obejmuje najlepsze lata polskiej ilustracji – od 1950 do 1989 roku. Ilustracje powstawały wtedy metodą klasyczną, bez wykorzystywania komputerów. Barbara Gawryluk swą publikacją oddała hołd dwudziestu czterem autorom ilustracji do książek dla dzieci. We wstępie nie ukrywa, że chciała stworzyć przede wszystkim przestrzeń powrotów do dzieciństwa. Porzuciła ambicje biograficzne i historyczne, skupiając się na aspekcie osobistym, który zawsze wywołuje najsilniejsze emocje. Dzięki temu dostajemy do rąk całkiem nieźle udokumentowaną kronikę z mnóstwem reprodukcji. Ci, którzy w wieku kilku lat nie zaprzątali sobie głowy sprawdzaniem, kto narysował obrazki w bajce, teraz mogą uzupełnić tę wiedzę. Gawryluk zafundowała nam bowiem sentymentalną podróż w przeszłość, do tego z zaglądaniem za kulisy. Nie ma lepszej wyprawy niż ta pełna odkrywania zagadek i tajemnic. Kolejne rozdziały mają różną formę: nieraz są ciekawym streszczeniem życia, innym razem – rozmową z bohaterem lub wyborem cytatów z wcześniejszych publikacji lub wypowiedzi.

Więcej o książce przeczytacie klikając obrazek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s