Kontestujmy, ale z winem

Czy już piecze się gęś świętomarcińska? Zanim nabierze rumieńców minie kilka godzin. No to macie chwilkę na przeczytanie książki i zastanowienie się jakie wino będzie pasować do gęsiny i owej książki. Mam dla was gotową podpowiedź. A może przy okazji coś wspólnie pokontestujemy?

„Listy do młodego kontestatora” Christophera Hitchensa to pochodna wykładów i dyskusji uczelnianych ze studentami. Hitchens wybrał formę listów do prezentacji swoich poglądów, żeby podkreślić wagę dyskusji w rozwoju intelektu. W jednostronnej korespondencji polemizuje z tezami potencjalnego adresata, wyciągając własne wnioski.

„Jeśli zgoda i uprzejmość są dla ciebie ważnymi cnotami, lepiej pracuj także nad umiejętnością toczenia sporów i walk, w przeciwnym razie „centrum” zostanie zajęte i zdefiniowana bez twojego udziału – nie będziesz mieć wpływu na jego charakter i położenie”.

Dyskusje o świecie pozbawionym ograniczeń mają długą tradycję, ale im wygodniej nam się żyje, tym więcej trzeba bodźców do kontestacji. Chwilami procesy myślowe przebiegają tak, jakby także szare komórki porastały tłuszczem wygody i lenistwa. Cenna w tej niewielkiej książce jest także spora ilość odnośników i przypisów, które osadzają poglądy autora w siatce lepiej lub gorzej znanych koncepcji filozoficznych. Nadaje to Listom formę dyskursu już nie tylko z anonimowym adresatem, ale także z całą plejadą postaci. Odczytuję zawarte w nich teksty jako zachętę do wysiłku intelektualnego i nadawania swoim protestom wobec rzeczywistości formę kontestacji. A ta nie zawsze musi przybierać kształt zaciśniętej pięści i falującego rozentuzjazmowanego tłumu. Sporo dobrego dla idei i ważnych spraw można zdziałać najpierw w umyśle, a dopiero potem na ulicy. Często nawet wystarczy skupić się na głowie.

Zatem czytajmy Hitchensa choćby po to, żeby nie być idiotami. Oczywiście w znaczeniu ateńskim, czyli ludźmi obojętnymi na sprawy publiczne. Ale nie zapominajmy także o kontestowaniu samego Hitchensa.

Gęsina już dochodzi, więc pora na wino. Ale nie proponuję młodego, bo temat młodości wyczerpała książka. Mostem łączącym książkę i wino będzie wspomniana Grecja, bowiem trunek stamtąd pochodzi. Wytworzono go z dwóch endemicznych szczepów – kostifali i mandilari. Pierwszy uprawiany jest przede wszystkim na Krecie w prefekturze Heraklion, daje wina zabarwione delikatną czerwienią, z gładkimi taninami i taką też kwasowością. Królestwem drugiego jest wyspa Rodos. Winogrona mandilaria mają grube skórki pełne polifenoli, zwłaszcza garbników i antocyjanów, które odpowiadają za głęboką czerwień wina.

Wino „Kretikos” to właśnie blend tych szczepów. Mandilaria wnosi do niego nie tylko pełniejszy kolor. Mocniejsze taniny integrują strukturę, a umiarkowana kwasowość nieco zaostrza miękkość kotsifali. Z kolei kostifali dba o większy alkohol, zaokrąglając taki kupaż. Wino przypomina nieco burgundzkie pinot noir, dlatego świetnie skomponuje się z gęsiną. Podobne aromaty i smaki. W końcu Grecy o winie widzą wszystko.

Gęsina, „Kretikos” i Hitchens nadadzą się na dziś idealnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s