Riesling w ogniu i lodzie

„Riesling Weeks” właśnie wystartowały i odkąd możemy w Polsce cieszyć się tym świętem króla białych win z każdym kieliszkiem rieslinga bliżej nam do ciepłej części wiosny. Obiecałem Wam specjalny, tworzony razem z Niemieckim Instytutem Wina, winebookowy cykl poświęcony rieslingowi i książkom do niego pasującym i oto jego pierwszy odcinek. Na razie u mnie jest zimno dlatego pierwszy duch wina uwolniony z butelki niemieckiego rieslinga ma na etykiecie napis „eiswein”, czyli wino lodowe. Książka z kolei będzie o pewnej krainie, gdzie zawitała zima. Ale zacznijmy od początku.

Riesling obchodził niedawno swoje urodziny, za które uznaje się 13 marca 1435 roku, kiedy na oficjalnym dokumencie pojawia się nazwa tego winnego szczepu. Oto tego dnia Klaus Kleinfisch wystawił Grafowi Johannowi IV von Katzenelnbogenowi rachunek za sadzonki winorośli, które miały zostać zasadzone przy zamku Rüsselheim (o zamku, w którym odkryto metodę późnego zbioru winogron opowiem w jednym z kolejnych odcinków). Z winogron tej odmiany tworzy się wina wyjątkowe. Ale nie mogło być inaczej skoro „królewskość” krzewów zobowiązuje. Jednym ze szlachetniejszych rodzajów wina jest „eiswein”, czyli wino lodowe. Nie mówimy tu oczywiście o lodach na patyku, a o bardzo wartościowych i wysoko cenionych trunkach. A przy tym zwykle dość drogich.

Dziś w kieliszku mamy „Kinheimer Römerang Riesling Eiswein 2012” od Andreasa Rotha. Jego winnica położona jest w sercu Mozeli. Andreas jest winiarzem w trzecim pokoleniu i jest nadzieja, że kiedy przyjdzie pora na zmianę, ster przejmie jego syn. Na razie ma dziesięć lat i razem ze starszą siostrą więcej czasu spędzają na zabawie. Andreas zakochiwał się w winnicy stopniowo i, jak sam przyznaje, dostrzegł potencjał i pojął specyfikę biznesu za sprawą przyjaciela, który zapytał go wina. Andreas zgłębiając temat zakochał się w rodzinnej winnicy. Teraźniejszość Winegut Roth to pasmo sukcesów na konkursach winiarskich. Siedlisko Kinheimer
Römerang położone jest nieopodal wsi Kamar. To tam odkryto kilka lat temu miejsce związane z rzymsko-celtyckim bogiem Sucellusem, przedstawianym zwykle z beczką lub naczyniem do picia.

Wino lodowe produkuje się z winogron, które zbiera się podczas zimowych przymrozków gdy temperatura spadnie do minus 7 stopni. Nie więcej i nie mniej, bo podczas tłoczenia owoce będą zbyt twarde. Winogrona, które dotrwały do tego momentu na krzakach (bo były zabezpieczone przed pleśnią i apetytem dzikich zwierząt), są zrywane ręcznie. Muszą być odpowiednio słodkie, jeśli nie spełnią tego warunku, wino lodowe nie powstanie. Tłoczenie winogron najczęściej odbywa się na mroźnym powietrzu, żeby lód w owocach nie stopniał. Sok z winogron fermentowany jest bardzo długo – nawet kilka miesięcy. Ale za to powstaje niepowtarzalne wino. Takiej koncentracji aromatów i smaków nie ma żadne inne. Za co jeszcze płacimy, gdy kupujemy wino lodowe? Za fenomenalnie długi czas jaki trunek może przeleżeć w piwniczce zanim go spróbujemy – nawet 40 lat!

A co znajdziemy w butelce „Kinheimer Römerang Riesling Eiswein 2012”? Wino wita nas aromatami kwaśnych jabłek, pleśni przywodzącej na myśl ser camembert, czujemy zapach nerkowców, rodzynek, nieco drewna i żywicy. Ma mocno jabłkowy smak antonówki, rodzynek, suszonych moreli i jabłkowego suszu. Jest świetnie zbalansowane, a cukier nie walczy tu o tron z kwasowością. Przez te kilka lat już ustaliły hierarchię i pogodziły się nadając winu przyjemne aksamitne ciało. W ustach smak pozostaje długo po wypiciu, a wargi szukają kolejnego łyka. Bursztynowy trunek nęci wszystkimi swoimi atutami, a ma ich sporo. Jest przekonujące…

źródło: Altao.pl

Jedna ręka z kieliszkiem, a druga już sięga po książkę. Lodowe wino, któremu swoje gorące serce poświęcił Andreas Roth jest idealne do serii książek „Pieśń ognia i lodu” George’a R.R. Martina. W każdej części tej niezwykłej opowieści mamy chwile zapierające dech w piersiach, rozpalające głowy i mrożące krew w żyłach. Wszystkie części budzą w czytelnikach emocje tak wielkie, że zaciskają się dłonie, a usta bezwiednie otwierają się ze zdziwienia. Losy rodów krainy Westeros to trwająca nieustannie walka ognia i lodu. I nigdy nie wiadomo kto wygra, bo szale zwycięstwa chwieją się z siłą nawałnicy mieczy, a istny taniec smoków zdaje się prowadzić do niechybnego starcia królów. Tak jak we wspomnianym winie – balans między słodyczą a kwasowością jest wynikiem działania rozgrzanego słońca, które uzbroiło winogrona w cukier i wysiłku winiarza, który w zimową noc postanowił walczyć o idealny smak, zrywając pierwszą kiść z przemarzniętymi winnymi gromami.

Jestem przekonany, że Żelazny Tron należy się Jego Wysokości Królowi Rieslingowi, zrodzonemu na mrozie mozelskich stoków w winnicy Andreasa Rotha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s