Zlot winnych blogerów

IV Zlot Winiarskiej Blogosfery czyli spotkanie najsympatyczniejszych autorów blogów w Polsce było moim pierwszym takim doświadczeniem. Organizowane jest co roku przez portal winicjatywa.pl i wydaje się, że zarówno organizatorzy jak i uczestnicy miło spędzili ze sobą blisko dwanaście godzin.

Wzięliśmy udział w kilku tematycznych spotkaniach – prezentacji, dyskusji, degustacji win w ciemno i degustacjach komentowanych. A nawet mogliśmy „wymądrzać się” nad przykładowymi tekstami i je oceniać. Wielu blogerów na swoich stronach opisało szczegółowo co się działo w sympatycznym hotelu „La Regina”, ja tutaj opiszę wyłącznie swoje wrażenia. Wrócę do niektórych elementów Zlotu w oddzielnych wpisach, bo warto opowiedzieć choćby o chińskich winach, które produkuje tam z powodzeniem pewien austriacki winiarz.

Po pierwsze – organizacyjnie zlot został przygotowany perfekcyjnie, a jeśli coś szwankowało, to raczej blogerzy, którzy w ostatniej chwili zmieniali deklarację w jakim seminarium chcą uczestniczyć. Trochę kolegów rozumiem, bo winicjatywa zgotowała nam wybór wręcz niemożliwy. Wszystko świetnie spinała Ewa Rybak, której należą się brawa.

 

zlotb

Zakładam, że program zlotu przygotowany był na podstawie poprzednich doświadczeń organizacyjnych oraz analizy tego, co blogerów najbardziej interesuje i interesów partnerów. Mnie najmniej zainteresowała prelekcja o problemach importerów z fiskusem, a wciągnęła dyskusja o trendach konsumenckich na polskim rynku win. Świetnie zestawiono prelegentów – Zbigniew Kawalec (Darwina.pl) mówił o nowoczesnym podejściu do handlu winem, w której klient jest w centrum uwagi, a Norbert Brzoza (Makro Cash&Cary) i Rafał Łojszczyk (Faktoria Win) udowadniali, że nowoczesność to głównie klient masowy i ekonomia, bo przecież jedna trzecia sprzedawanych w Polsce win to trunki za 15 zł. Wspólna konkluzja była taka – Polacy nie odstają od reszty europejskich konsumentów w kwestii rodzaju najchętniej wybieranych win. Obecnie mamy fioła na punkcie prosecco.

Ciepłe słowo należy się przedstawionemu konceptowi „Faktoria Win a la Carte”. Pomysł przedstawiony jako nowy, działa już od przynajmniej roku, ale warto o nim wspomnieć. To kompleksowy pomysł na rozwijanie sprzedaży wina w restauracji. Dość ciekawy, dodajmy, bo lokal decydujący się na współpracę dostaje narzędzia, wyposażenie i wsparcie merytoryczne. No i, naturalnie, spory katalog win. Jeśli koncept się powiedzie, to za jakiś czas charakterystyczny logotyp „Faktoria Win a la Carte” na drzwiach restauracji, może oznaczać zapowiedź niemałej degustacyjnej przyjemności. Kilka win z katalogu mogliśmy spróbować. Wypadły całkiem przyzwoicie.

Czego mi zabrakło podczas spotkania? Chyba jakiegoś wyraźniejszego elementu integrującego. Kolacja z luźną dyskusją w restauracji „MOMU” była urocza, bo wiadomo, że przy stole z jadłem i winem poznać się można najlepiej, ale postulowałbym do organizatorów na przyszłość, o sporządzenie choćby krótkiej drukowanej listy uczestników z adresami ich blogów. To pomogłoby „tym nowym” w uporządkowaniu informacji (i emocji) już po imprezie. Bo warto przecież zachować w pamięci jak najwięcej kontaktów i miłych twarzy. A potem czytać teksty kolegów już nie anonimowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s