Nowy Jork i Fragolino Duchessa Lia

Nowy Jork – miasto, o którym śpiewa się piosenki, kręci filmy i pisze książki. Miejsce symboliczne nie tylko dla Ameryki. Miejscowość świata obejrzana ze wszystkich stron, opisana i „wyśpiewana” we wszystkich językach. Po co więc pisać nową książkę o Wielkim Jabłku i do tego nadać jej najbanalniejszy tytuł – „Nowy Jork”? Magdalena Rottenhouse zaryzykowała i wygrała.

nowyritt1

I co my tu mamy? Otóż niezwykle pasjonująca wędrówkę od czasów, kiedy do wyspy zwanej przez Indian Mannahatta, przybił kapitan Hudson z załogą statku pod banderą holenderską, aż po sylwestrowe widowisko na Time Square. Na finał autorka proponuje nam lampkę szampana i sen. Między okładkami znajdujemy zaś przepiękną opowieść o mieście. Cudowność tej gawędy polega na tym, że to nie hagiograficzny zapis zalet szczególnego miejsca na ziemi, ale zabawna, a miejscami gorzka opowiastka nierodowitej jego mieszkanki. Autorka będąc wewnątrz pozostaje na zewnątrz, patrzy zarazem jak ktoś, kto uznał Nowy Jork za swoje miejsce, ale nie oderwał zupełnie korzeni z rodzinnego miasta. Dzięki temu zachowała dystans do osobliwości, nie tracąc nad nimi zachwytu. Opisuje miasto tak, jak je poznawała – z zaciekawieniem małego dziecka i skrupulatnością dorosłego. Jakby mościła się w gnieździe położonym za oceanem i układała sobie miasto po swojemu. Bo to miasto – puzzle daje każdemu okazję do stworzenia go sobie najwygodniej jak to możliwe. Ono akceptuje indywidualne koncepty, bo wie, że jest Wielkie. To definicja Ameryki.

Chciałem do lektury tej książki napić się więc wina ze stanu Nowy Jork, trzeciego w rankingu amerykańskich stanów producenta tego trunku. Niestety, w Polsce, oprócz słodkich czy półsłodkich koszernych win z NY nie uświadczysz nic więcej. Postanowiłem więc sięgnąć do historii winiarstwa w tym kraju i znalazłem klucz. Jest nim eugeniczny winny szczep „Vitis labrusca”, urodzony właśnie tam. Jedną z odmian „lisiej winorośli” jest Concord, z której Mogen David i Manischewitz produkują swoje, uwielbiane przez Polki, słodziutkie wina.

Skoro więc winorośle trafiły do Ameryki z Europy, proponuję podróż „powrotną” za sprawą labrusca. Winogrona tego szczepu uprawiane są na Starym Kontynencie tylko na północy Włoch. Tutaj robi się z tych winogron bardzo popularne musujące Fragolino. Z pewnością nie jest to wino, które Amerykanie zaliczyli do klasy „Meritage”, ale jego lekkie bąbelki wprawią nas w dobry nastrój.

fragolino1A zatem chwyćmy za butelkę „Fragolino Duchessa Lia” i poczujmy silny landrynkowo-truskawkowy aromat („fargola” oznacza po włosku truskawkę). Wino jest lekkie i orzeźwiające, bardzo delikatnie pieści podniebienie. Jeśli schłodzicie je bardzo silnie, to właśnie bąbelki zagrają tu pierwszą rolę, a nie słodycz wina. Poczujcie się jak Krzysztof Kolumb, który choć odkrył Amerykę dla Portugalii, to z pochodzenia był Włochem.

Wino dostępne w sklepie M&P za 29 zł.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s